Blog > Komentarze do wpisu

z cyklu "Zapiski sprzed dekady": Moja nieudolna omnipotencja

"Czy to, że zabieram się za tyle rzeczy, tak od siebie dalekich, dobrze o mnie świadczy? Czy w ogóle nic nie zmienia? Czy może świadczy źle, bo mimo tak szerokiego spektrum działalności, w które się angażuję, nic nie wychodzi mi dobrze? A może właśnie dlatego, że angażuję się w tyle rzeczy, nie mam czasu, by cokolwiek wyszło mi dobrze?" [22.10.2001]

"wymyślone w odpowiedzi na hipotetyczne stwierdzenie w hipotetycznej dyskusji: "Tylko jedno we mnie jest fascynujące – jak robiąc tyle różnych rzeczy, zajmując się tyloma tak różnorodnymi sprawami, udaje mi się nie być dobrym w żadnej z nich."" [24.10.2001]

Coś jest we mnie takiego - i myślę, że stanowi bardzo ważną część mego jestestwa - że staram się zrobić wszystko. Zabieram się więc za dziesiątki zajęć, mniej lub bardziej niezależnych od siebie (by nie ograniczać się do jednej tylko dziedziny życia), zajmuje nimi swe myśli przez większość lub całość dnia, a wieczorem narzekam na siebie, że niczego nie dokonałem, a tyle rzeczy do zrobienia jeszcze pozostało.

Gdy pisałem powyższe akapity, studiowałem akurat trzy kierunki studiów, dorywczo pracowałem, pisałem wiersze, opowiadania i dramaty, snułem plany pisania powieści, prac akademickich i programów komputerowych, uczyłem się tańczyć, czytałem dziesiątki książek, starałem się ożywić Stowarzyszenie Nielotów, grywałem na harmonijce, streszczałem Wszechświat, dokonywałem autoanaliz, i robiłem wiele innych rzeczy. I wciąż na siebie narzekałem, że za bardzo się opierdzielam, że każdemu z tych działań mógłbym poświęcić więcej pracy. A me zmęczenie wciąż rosło i rosło.

Obecnie zaś mam Nieuczesaną, mam Rozczochraną, mam Rozczochrańca (a są to trzy relacje, z których każdej chciałbym poświęcać całe dnie), pracuję "na swoim", czytam dziesiątki książek, oglądam dziesiątki filmów (z czego sporą część o starożytnym Rzymie), piszę pięć blogów na raz, warzę piwo, pędzę wino, jeżdżę konno, prowadzę kampanię RPG, streszczam Wszechświat, dokonuje autoanaliz, właśnie powróciłem do gry na harmonijce*, robię wiele innych rzeczy, snuję plany kolejnych działań i nawet nie mam kiedy kota pogłaskać. I też wciąż narzekam na siebie, że każdej z tych działalności poświęcam za mało uwagi i że mógłbym się starać bardziej. A me zmęczenie wciąż rośnie i rośnie, bo by podołać temu wszystkiemu zarywam noce.

"Nie mylić przyczyny i skutku. Robiąc tyle rzeczy nigdy żadnej nie zrobię dobrze." [5.8.2]

Dekadę temu doszedłem do tego wniosku. A jednak wciąż próbuję iść równocześnie i na ilość i na jakość, jakby wciąż nie będąc jego pewnym, jakbym wciąż chciał pokazać sam sobie, że jednak się da.

 

* - ale przynajmniej nie studiuję.

niedziela, 03 lutego 2013, nieuczesany23

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA