Blog > Komentarze do wpisu

Moje kibicowanie

W ramach swego holistycznego podejścia do życia zetknąłem się też ze sportem w postaci biernej. Jako nałogowy czytacz zwykłem kiedyś podczas posiłków czytać gazety od deski do deski, włącznie ze stronami sportowymi, a skoro interesowało mnie wszystko - to i prezentowane tam wyniki i analizy spotkań lub rozważania sportowo-filozoficzne ("Szanse polskiej reprezentacji piłkarskiej na awans na Mistrzostwa po porażce w ostatnim meczu"). Czytałem jednak te wyniki dość beznamiętnie, nie z nich i gazetowych analiz czerpiąc wrażenia emocjonalne związane z danym klubem, reprezentacją lub pojedynczym zawodnikiem danej dyscypliny. Te czerpałem z podwórka (w kapsle każdy chciał grać "Jaskułą", a drugi wybierany zawsze był "Ampler"), telewizją, filmami lub grami komputerowymi. O ile jednak zawodnicy dawno temu odeszli w niepamięć, o tyle drużyny grają dalej (sprawdzić, czy nie Charlotte Hornets).

Ze względu na dość luźne podchodzenie do emocjonalnego związku z daną drużyną, nie mam oporów zmieniać gustów w ciągu swego życia, choć raczej dokładając na skutek ich zasług kolejne zespoły miast usuwania z listy faworytów.

Takie podejście pozwoliło mi bardziej zainteresować się wynikami danych meczów, a w czasach, gdy regularnie zaglądałem na mój ulubiony portal sportowy czytywałem czasem z nudów relacje na żywo z ich meczów (ot, uroki pracy zmianowej). Czasem nawet widywałem dany mecz obejrzeć na żywo (tak ze 2-5 meczy klubowych i 0-5 meczy reprezentacji rocznie, przeważnie na wiosnę), czasem nawet wiedząc coś o grających zawodnikach.

Jeżeli chodzi o piłkę nożną, to czasem lubię obejrzeć sobie mecz dla samego piękna tej gry, sącząc herbatę. Powiedzmy sobie jednak szczerze: nie wszystkie mecze w ten sposób da się oglądać, zwłaszcza mecze polskiej reprezentacji. Ponieważ lubię raz na jakiś czas zintegrować się z rozemocjonowanym tłumem pijącym alkohol, kibicuję reprezentacji Polski w piłce nożnej. Reprezentacja gra iście narodowo: emocje podczas jej oglądania to skondensowane do 90 minut narzekania przeciętnego Polaka w ciągu całego jednego listopadowego dnia. Sam jako dzieciak stawałem zwykle na bramce, więc kibicuję zwłaszcza bramkarzom. I dzięki wytrwałej pracy polskich obrońców mogę podziwiać ich parady w każdym meczu.

A raczej mógłbym - gdybym oglądał. Czytam o tej reprezentacji w gazetach, na portalach informacyjnych (gdzie ostatnie dwie - trzy strony gazety rozrosły się do całego, obszernego działu), ale o wyniku zwykle czytam po zakończonym meczu, bo jakoś mecz "Polska - Mołdawia" mnie nie zachęca. Z własnej chęci oglądam tylko mecze Polaków już na samych Mistrzostwach i mecze eliminacyjne z przeciwnikiem z pierwszej ligi (w przypadku polskiej reprezentacji oznacza to: Anglię, Niemcy, Szwecję, tylko tych dostajemy; raz się też trafiła Portugalia) i nie złudzony wysokobramkową wygraną z najgorszą drużyną eliminacji lub w sparingu widzę wyraźnie poziom ich umiejętności. Prawdę mówiąc zresztą, w przypadku meczu Polska - Anglia kibicuję Anglikom. Kibicuję też angielskim drużynom - i Premier League w całości. A to wszystko przez to, że najbardziej kibicuję Manchesterowi United.

Początkiem tej fascynacji była nieznana mi z nazwy gra piłkarska na Commodore 64, w której grało się Manchesterem United właśnie. Było to między '91 a '93 rokiem, a z wyświetlanego na ekranie składu pamiętam Ryana Giggsa i przynajmniej jednego z braci Neville. Chyba był też Paul Scholes, bo jego nazwisko też wydawało mi się później nad wyraz znajome. Grałem w nią przez jakiś czas często, wobec czego te nazwiska, jak i nazwa klubu, wbiły mi się w pamięć. Więc w kolejnej grze piłkarskiej, gdy było można znów wybrałem Man. Utd. And so it began...

Czułem się fanem nawet wtedy, gdy znudziłem się na dobre kilka lat piłką nożną i nie oglądałem nawet mistrzostw, nie czytałem wyników, recenzji i analiz. Radość więc ze zdobytego w 1999 roku zwycięstwa w Lidze Mistrzów poczułem gdzieś ze trzy-cztery lata później, gdy o nim wreszcie przypadkiem przeczytałem. Tryumf w 2008 roku oglądałem już w pubie z piwem w ręce.

Gdy więc czytałem na stronach sportowych wyniki - zacząłem wyszukiwać, jak poszło Manchesterowi. Analizy ligi angielskiej czytałem z większą uwagą niż ligi niemieckiej, francuskiej, czy hiszpańskiej. A gdy zauważyłem nazwiska graczy Manchesteru w reprezentacji angielskiej, me zainteresowanie przeniosło się na nią. Tym bardziej, że ona na mistrzostwach wówczas grywała (i nadal regularnie grywa).

Czytałem analizy sławiące geniusz sir Alexa Fergusona. Spotkań podówczas nie było gdzie obejrzeć, lecz nawet gdyby było, nie oglądałbym każdego meczu. Teraz, gdy już można, ograniczam się tylko do meczów rundy pucharowej europejskich pucharów (gdy każdy mecz jest o wszystko, lepiej widać charakter drużyny; temu czasem się łapią ostatnie mecze rundy grupowej, gdy decydują o wszystkim), choć zwykle od 1/4 finału, wszak 1/8 taka firma jak Manchester powinna przejść bez problemu (nawet w tym, przełomowym sezonie zacząłem oglądać dopiero od rewanżowego meczu 1/8 finału; pierwszego nie oglądałem uznając pojedynek za formalność), co oznacza, że czeka mnie półtora roku przerwy od oglądania meczy Manchesteru. Będę miał czas poczytać dużo analiz na portalach i blogach.

Zainteresowanie Premier League spowodowało, że kibicuję niektórym z występujących tam zespołów - rzecz jasna nie w konfrontacji z Man. Utd., ale wszak istnieją też inne zespoły. Kibicuję Liverpoolowi za Dudka, Arsenalowi za uroczą ciapciakowatość, młodość i polskich bramkarzy, a Chelsea za Mourinho (kibicuję też samemu Mourinho, to mój drugi ulubiony po sir Aleksie Fergusonie trener). Dlatego skoro w tym sezonie Manchester United nie sięgnie po "miszcza", to nie obrażę się, gdy któryś z nich go zdobędzie (a fakt, że tym samym nie zdobędzie go nowobogacki rywal zza miedzy jest naprawdę miłym dodatkiem). Czas jakiś byłem za tym, by wyczekiwane mistrzostwo wreszcie po tylu latach zdobył Arsenal, teraz gdy też nie ma szans, cieszy mnie, że to akurat Liverpool prowadzi, też dawno go nie mieli.

Z innych lig nieco interesuje mnie hiszpańska, może dlatego, że w Realu grali David Beckham i Cristiano Ronaldo, dwie sławne "7" z Old Trafford. Mimo ich bytności wraz z plejadą gwiazd wkoło w Realu, w La Primera Division kibicowałem raczej Barcelonie (w tym roku kibicuję Atletico; to może być jednosezonowa gwiazda, więc niech zabłyśnie jak najjaśniej). Może ze względu na styl gry, może za długo trwającą bezkompromisowość w kwestii umieszczania reklam na koszulkach graczy, ale raczej ze względu na podejście do wychowanków: Real Madryt, podobnie jak w Polsce Legia Warszawa, wydaje mi się raczej zbiorowiskiem utalentowanych, ściągniętych za duże pieniądze indywidualności niż drużyną. I to w chwilach kryzysu wychodzi na jaw. Za to mają genialnego bramkarza, któremu też kibicuję.

W ligach francuskiej, włoskiej czy niemieckiej nie znalazłem nikogo, komu chciałoby się mi kibicować. W Polsce zaś kibicuję Startowi Mrzezino, bo kiedyś w tej miejscowości pracowałem jako pomocnik murarza, a chłopaki (ani jednego nazwiska zawodnika nie znam, ani jednego meczu nie widziałem, ale jako kibic mogę tak ich nazwać) swego czasu w piątej lidze ponad 100 bramek w ciągu sezonu strzelili, a przez kilka lat sezony kończyli naprzemiennie na podium V ligi i w strefie spadkowej IV ligi i niezmiernie spodobało mi się to niedopasowanie do poziomu polskich lig.

W ligach powszechnie znanych zaś kibicowałem Groclinowi Grodzisk Wielkopolski (ich występy w Pucharze UEFA to były istne perełki), Wiśle Kraków i Lechowi Poznań. Z grających w europejskich pucharach drużyn tylko Legia Warszawa i Wisła Płock jakoś nie potrafiły mnie do siebie przekonać. Ale w FIFĘ (chyba 2005), gdy okazało się, że granie Manchesterem jest za łatwe, grałem lokalną drużyną, obijającą się wtedy o dno polskiej Ekstraklasy. Grać przestałem, gdy w trzecim sezonie po zdobytym mistrzostwie Polski w półfinale Ligi Mistrzów trafiłem na Manchester United i w pierwszym meczu wygrałem na Old Trafford 5:2. Drugiego meczu nie miałem serca rozegrać.

Interesowałem się też kiedyś koszykówką, ale tylko amerykańską - NBA. Gdy ruszyła polska, postanowiłem zainteresować się też i nią, ale po parunastu miesiącach mi przeszło, gdy zobaczyłem notkę prasową na dole przedostatniej strony gazety pisaną petitem "Od dziś zespół Dojlidy Białystok nazywać się będzie Płyty Wiórowe Grajdoły". Zrozumiałem wtedy, że wiele jeszcze PLK do NBA brakuje i porzuciłem dalsze zainteresowanie polską koszykówką. Ponoć jednak istnieje dalej.

W NBA zaś kibicuję od lat Minnesota Timberwolves, gdyż MacGyver był z Minnesoty. Kibicowałem Chicago Bulls ery Jordana, później jednak mimo dobrego zdania o wielu koszykarzach kolejnej drużyny do kibicowania już nie znalazłem. O Timberwolves też jakby ostatnio cicho, więc nawet nie wiem, kto tam gra - ale ucieszę się, jak wygrają play-off'y.

Inne sporty jakoś mnie aż tak nie pasjonują. Zainteresowanie Formułą 1, które mi przeszło wraz z końcem rywalizacji Ayrtona Senny i Alaina Prosta (kibicowałem Sennie), nie wróciło z Kubicą. Fenomen Małysza mnie ominął. Stoch i Brodka są mi całkowicie obojętni. Nie interesuje mnie siatkówka ani piłka ręczna. Nie wciągnął mnie tenis, nudny żużel (choć czytając wywiady czasem żałuję) ani hokej. Manchester United, Start Mrzezino, piłkarskie reprezentacje Anglii i Polski oraz raz na ruski rok wspomnienie Minnesota Timberwolves całkowicie zaspokajają moją potrzebę kibicowania.

niedziela, 13 kwietnia 2014, nieuczesany23

Polecane wpisy

  • Mój portfel

    Mój portfel jest gruby tylko dzięki wypychającym go kartom kredytowym , w większości do cna wyczerpanym.

  • Moja grafomania

    Wygląda na to, że moja grafomania * ma swoją pojemność. Nie widać tego po wpisach na blogach, bo rzadko one ją przekraczają, ale gdy zdarza mi się pisać dłuższe

  • Mój naturalny rytm życia

    Jak pokazują ostatnie doświadczenia, mój naturalny rytm życia kształtuje się następująco: - gdy mam możliwość rano dłużej pospać, to jestem typową "nocną sową"

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA