Blog > Komentarze do wpisu

Moje wierzenia religijne

Gdy byłem młody i leniwy, zwykłem mawiać, że w szabat (ISBN: 83-85156-36-4) jestem Żydem, w niedzielę chrześcijaninem, w piątki muzułmaninem, a na każdy inny dzień tygodnia gotów jestem przyjąć dowolną religię, która zabraniała by mi wtedy pracować.

Teraz mówię, że w poniedziałki jestem ateistą, bo nie jestem w stanie wyobrazić sobie Boga, który stworzyłby poweekendowy początek tygodnia, a zwłaszcza poniedziałkowe poranki. Gdy jestem w dobrym nastroju, uważam się za solipsystę[citation needed], a gdy w kiepskim - skłaniam się raczej ku wierze w złośliwość rzeczy martwych i Fatum bądź staje się "darwinowskim" ateistą. W wolnych chwilach jestem zaś gorliwym dyskordianinem. Żywię dużo sympatii do wierzeń rastafari, a i wersja satanizmu według LaVey'a wydała mi się nad wyraz bliska, gdy się z nią zapoznawałem dawno temu. Może to dlatego, że od czasu do czasu wykonuje zabarwione buddyzmem rytuały jogiczne, czym dopuszczam do siebie demony.

Jako hedonista obchodzę święta przesileń i równonocy - zawsze to jakaś okazja, by poświętować.

Jedyną modlitwę, którą odmawiam (nieczęsto, zwykle raz na parę tygodni lub miesięcy, ale innych nie odmawiam wcale), zapożyczyłem z pism dyskordianskich i brzmi ona tak:

Błogosławię Ra, płomienny Słońca blask.
Błogosławię Izis, Lunę pośród nocnych gwiazd.
Błogosławię powietrze, Horusa z ptasim dziobem.
Błogosławię ziemię, po której chodzę.

Gdy tok rozumowania w tych kwestiach mam nieco rozsądniejszy, blisko mi do agnostycyzmu: zakładam, że wiara w istnienie Boga, zwana teizmem, jest równie bezpodstawna jak wiara w nieistnienie Boga, zwana ateizmem. My, ludzie, nie mamy możliwości być pewnymi, czy istota boska istnieje, czy nie, skoro - zgodnie z definicją - przewyższa nasze możliwości ona nieskończenie i nie chce dać pewności swego istnienia. Mimo więc, że jestem zdania, że żadnych istot boskich nie ma i są to tylko wymyślone przez człowieka konstrukty, a wizje życia pośmiertnego to ostatnie trzy minuty umierającego mózgu,

(dlatego w przypadku nieuchronnej śmierci będę starał się uchronić mózg; nie chcę się pozbawiać całego wiecznego - z subiektywnego punktu widzenia - życia po śmierci)

to zakładam możliwość, że mogę się mylić. Liczę wtedy na wieczny pobyt w jakimś przytulnym zakątku piekła.

Agnostycyzm ten, zdefiniowany jako "pogląd filozoficzny, według którego obecnie niemożliwe jest całkowite poznanie rzeczywistości" rozwijam logicznie dalej, w stronę solipsyzmu: jedyne, czego jestem pewien, to fakt, że istnieję (jako świadomość); reszta to mogą być rzeczywiści ludzie nie będący mną i niezależnie ode mnie przedmioty, ale równie dobrze mogą być to tylko impulsy elektryczne na korze mojego mózgu Boltzmanna, generujące moje wrażenie obecności tych osób i obiektów. Z wewnątrz nie jestem w stanie stwierdzić, a jeżeli prawdziwa jest opcja druga - istnieje tylko wewnątrz.

Postać ubóstwianego w naszym kręgu kulturowym Jezusa Chrystusa dosyć lubię i szanuję. Jeżeli faktycznie powiedział to, co przekazują nam pisma, musiał być ciekawym człowiekiem. I z chęcią wychyliłbym z nim kielich lub dwa wina, słuchając jego słów. Tyle tylko, że nie wierzę, by był to zrodzony niepoczęcie przy udziale archanioła jedyny Syn Boży (bo, przyjmując za dogmat słowa z Pisma, na pewno był synem Bożym, bo wszyscy jesteśmy dziećmi, synami i córkami, Bożymi). Dlatego wchodząc do kościoła niedbale mu salutuję dwoma palcami zamiast się przeżegnywać czy padać przed nim na kolana.

Wewnątrz tej mej wierzeniowej plątaniny wykształciłem w sobie kilka rytuałów i świąt.

Do pierwszych należy m.in. publiczne jedzenie kiełbasy w Wielki Piątek. Oparty na dyskordiańskim obrządku piątkowego hot doga i katolickim poście w maksymalnym stopniu ekspresji, rytuał polega na kupnie w sklepie mięsnym kawałka czy dwu (a jak jestem bardzo głodny to i trzech) kawałków kiełbasy śląskiej i przegryzanie jej idąc dalej swoją drogą przez zaludnione obszary. Pamiętam, że dwie dekady temu szokowało to przechodniów. Dziś nikt nie zwraca na to uwagi.

Do drugich należy 23 maja, które uznałem za takowe w czasach silnego zauroczenia dyskordianizmem. Co prawda święto dyskordian przypada równo miesiąc wcześniej, w urodziny Harpo Marxa, ale to 23/05 ma w sobie i 23 i 5 - dwie ważne liczby w mitologii dyskordiańskiej. Od 23 kwietnia jest też dzień 23 maja o dwie godziny dłuższy, co wraz z wyższymi znacząco temperaturami ułatwia decyzję, by w ramach święta udać się na jakąś pielgrzymkę.

sobota, 23 maja 2015, nieuczesany23

Polecane wpisy

  • Mój naturalny rytm życia

    Jak pokazują ostatnie doświadczenia, mój naturalny rytm życia kształtuje się następująco: - gdy mam możliwość rano dłużej pospać, to jestem typową "nocną sową"

  • Moje podróże małe i duże: odcinek 60, "Gdańsk, PL"

    Moje tegoroczne wakacyjne wyjazdy do Gdańska - miasta, w którym studiowałem i w którym przez mendel lat bywałem co najmniej trzy razy w tygodniu, poznając dob

  • Moje oczekiwanie na cyborgi

    Nie mogę się doczekać, kiedy współczesnej technologii uda się wreszcie z sukcesem połączyć układy elektroniczne z tkanką biologiczną i wprowadzić taką hybrydę d

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA