Blog > Komentarze do wpisu

Mój post - podsumowanie

Choć katolik ze mnie jak z koziej dupy trąba, na czas Wielkiego Postu postanowiłem (ponownie) porzucić kilka z mych nawyków i nałogów. Plan był całkiem nieźle przemyślany: postanowiłem odstawić cukier i czarną herbatę, by nie mieć siły być wkurzonym z tego powodu, że odstawiłem alkohol i narkotyki.

I faktycznie nie miałem. Niestety nie miałem też zbytnio siły na to, by jakkolwiek konstruktywnie ten czas wykorzystać. Przez pierwsze tygodnie czasu też nie miałem, bo akurat pochłonęła mnie intensywna praca.

Postanowiłem odstawić też Facebook'a. Dwa tysiące lat temu zaprzestanie kontaktów z ludźmi wymagało udania się na pustynię. Dziś wystarczy nie wchodzić na ów popularny portal społecznościowy, by osiągnąć ten sam efekt.

Po dwóch tygodniach, gdybym miał napisać coś o wnioskach, byłoby to powtórzenie wpisów sprzed 8 lat lub ze stycznia: nie stałem się w żaden sposób bardziej konstruktywny. Lotne myśli wyparowały z mej głowy wraz z resztką THC z mego krwiobiegu. Wpierw przynajmniej odsypiałem, miast zarywać noce - potem noce zarywać zacząłem (fakt, nie aż tak mocno) oglądając filmiki na Youtube.

W czasach, gdy paliłem regularnie, zapisywałem sobie co dłuższe artykuły do przeczytania "jak będę miał czas i nie będę akurat spalony". Gdy czas ten nadszedł, ledwie miałem siłę je czytać. Starałem się przeczytać trzy każdego wieczora, ale nie zawsze mi to wychodziło.

Po paru tygodniach postu doszedłem do wniosku, że 40-dniowy post to może sobie robić jakiś 33-letni gówniarz. W moim wieku zdrowie już na tyle nie pozwala - więc zakończyłem post po 36 dniach, bo akurat nadszedł Dzień Św. Patryka.

Jakiś mendel lat temu zwykłem mawiać, że

„Wszystkie nieszczęścia tego świata powstają z tego, że ludzie w pewnym momencie swego życia przestają jarać.” [4.12.1]

Wygląda na to, że gdy ludzie przestają pić alkohol, to dopada ich praca. Co by tłumaczyło, czemu mój ojciec pracuje tak dużo.

Pod koniec postu, gdy wreszcie nieco zmniejszyła się intensywność mej pracy, zaczęło mi przeglądanie zaległości iść już lepiej - aż wśród zapisanych linków natrafiłem na grę online, która mnie w ostatnich dniach postu mocno wciągnęła.

Paul Erdős, gdy na miesiąc na skutek zakładu ze znajomym zaprzestał zażywać amfetaminę, narzekał, że ów znajomy "powstrzymał postępy matematyki na cały miesiąc". Moja abstynencja od kanabinoidów nie spowodowała opóźnienia w żadnej dziedzinie nauki - ale moje "zapisywanie się" w blogowych notkach siadło drastycznie. Plusem jest to, że wraz z weną do notek straciłem wraz z resztkami THC w organizmie drążącą mnie potrzebę, by koniecznie swe przemyślenia zapisywać.

I przestałem oglądać filmy. Przez cały ten czas udawało mi się zainteresować jedynie występami anglojęzycznych stand-up'erów i komików. Po jakichś 3-4 tygodniach byłem w stanie obejrzeć dopiero coś dłuższego niż te maksymalnie 10-minutowe występu - pierwszy odcinek programu dokumentalnego o Monty Python'ach pod tytułem "Monty Python: Almost The Truth". Obejrzałbym nawet i kolejne, ale znaleźć ich mi się nie udało. Poza tym odcinkiem, nie obejrzałem żadnej dłuższej niż kwadrans produkcji filmowej (nawet przy najobszerniejszym tego słowa zakresie znaczeniowym).

Szczerze wierzę, że ludzie są w stanie przeprowadzać szczere i poważne rozmowy na trzeźwo. Jednak ani ja, ani Nieogolony nie jesteśmy tymi ludźmi (przynajmniej podczas naszych wspólnych spotkań, jak dodał Niegolony). I o ile samego alkoholu przez czas postu nie brakowało mi ani trochę i mógłbym nie pić kolejnych parę miesięcy, to naszych nietrzeźwych rozmów z Nieogolonym i owszem.

Zrezygnowanie z cukru (a raczej: słodyczy i przetworzonego cukru; zdarzyło mi się przez te 5 tygodni postu zjeść dwa razy po pączku w czwartek i jedną kostkę 70% czekolady; raz zostałem też poczęstowany lodami - i po trzech łyżeczkach odmówiłem dalszego jedzenia, nie mogąc znieść ilości cukru w nich) nie sprawiło, że od razu zacząłem odżywiać się znacząco zdrowiej. Fakt, w roli przekąsek słodycze zastąpiły banany i wszelakie orzechy, a i kilka warzyw i owoców udało mi się zjeść (co wcześniej mi się o tej porze roku raczej nie zdarzało), ale gros mej diety nada stanowiły potrawy, na widok których dietetyk załamałby ręce.

Zrezygnowanie z czarnej herbaty było największym błędem i to ono odpowiedzialne było za moje bierne zachowanie i brak energii przez czas postu. Ile bym nie wypił kubków zielonej herbaty - a pijałem jej po 4 do 7 kubków dziennie, cały czas czułem się na wpół zaspany, lekko senny i powolny, jakbym się nie mógł do końca dobudzić. I trwało to aż do ostatniego dnia postu.

Z Facebook'a całkowicie zrezygnować mi się nie udało. Najwyraźniej nie byłem gotów spędzać czasu na cyfrowej pustyni. Faktycznie jednak znacząco ograniczyłem zaglądanie na ów portal. Dało mi to kilka kwadransów wolnego czasu każdego dnia, który to czas mógłbym jakoś konstruktywnie spędzić, gdybym tylko równocześnie nie odstawił czarnej herbaty.

Po poście tym wiem, że kolejny raz w tak ekstremalnej wersji go nie powtórzę. O ile jestem w stanie ponownie na taki czas odstawić narkotyki (ze szkodą dla tych blogów, ale cóż, wszystko ma swoją cenę), alkohol (choć żal mi będzie znów przerwy w nietrzeźwych dialogach), czy słodycze, o tyle nie ma opcji, bym zrezygnował z czarnej herbaty. Może zrobię sobie dzień przerwy, może weekend detoksu, ale na pewno nie kolejne pięć tygodni.

A gdy stwierdziłem, że post się skończył, zrobiłem sobie duży kubek czarnej herbaty - i poczułem w sobie moc herosa. Zagryzłem go garścią ciastek - i poczułem się jak młody bóg. A potem nabiłem fajeczkę i przypomniałem sobie dlaczego zwykłem uważać, że jestem solipsystą[citation needed].

czwartek, 24 marca 2016, nieuczesany23
Tagi: moje nałogi

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA