Blog > Komentarze do wpisu

Moje DDA

"Palę jak smok, ale wzdrygam się na myśl o wypiciu łyka alkoholu przed zmierzchem, „bo to może prowadzić do nałogu”." [29/8/15]

Tak sobie ostatnio pomyślałem, bo faktycznie - palę regularnie i to od dawna i nie widzę potrzeby z tym walczyć, a wciąż obawiam się napić piwa sam w domu i pijam je tak od wielkiego dzwonu, poza tym alkohol przyjmując sporadycznie i wyłącznie w towarzystwie przyjaciół lub na imprezach rodzinnych.

Gdy parę miesięcy zapisałem pierwsze zdanie wpisu i zdałem sobie z symptomu sprawę, zabrałem się za zmianę stanu rzeczy. Wobec czego jednego wieczora wyjąłem z lodówki piwo, by je wypić. Po dwóch i pół godzinach spędzonych przed ekranem, wyłączyłem komputer i schowałem piwo do lodówki. Nieotwarte.

Od tamtej pory nic się nie zmieniło. Zacząłem na wiosnę wyjeżdżać na weekendy na hacjendę Nieuczesanej, więc kupiłem sobie w okolicznym sklepie piwo, by w razie chęci było pod ręką. Ostatnio chciałem je nawet wreszcie otworzyć - okazało się, że jest od miesiąca przeterminowane.

Lubię piwa pszeniczne, a czasem lubię wypić piwo miodowe, więc kupuję je sobie i wkładam do lodówki, by były schłodzone, gdy po ciężkim lub upalnym dniu będę miał na nie ochotę. I leżą one w tej lodówce tygodniami, aż wreszcie pakuję je do torby, gdy wybieram się na domówkę do Nieogolonego.

Szafki w domu mam przepełnione butelkami z alkoholem (jedną własnoręcznie* warzonym piwem, jedną winami częściowo własnoręcznej* roboty, jedną wódką i innymi alkoholami), które czekają, czekają i schną. Wódka wstawiona do zamrażarki podczas parapetówki chłodziła się wciąż przez ponad rok, aż trzeba ją było odkuwać od ścianki. Gdybym miał nalot kontroli społecznej za sam ten magazyn dostałbym dopisek o problemach z alkoholem - podczas gdy tymczasem ja tych trunków nie pijam - w domu bowiem nie pijam, a nie zwykliśmy pić ich z Nieogolonym.

To wszystko skutki mego bycia DDA i ujrzenia, do jakich skutków doprowadzić może przyzwolenie sobie na picie alkoholu w domu bez okazji ku temu. A może tylko tak sobie racjonalizuję fakt, że po prostu alkohol nie jest moją ulubioną używką i wolę wieczory spędzać w inny sposób. Jest za to używką społeczną i spożywanie go w gronie ludzi - nawet gdy to grono jednoosobowo składa się z introwertycznego Nieogolonego - sprawia, że wdaję się w rozmowę miast siedzieć i w milczeniu zagłębiać się we wrażenia z wnętrza mego umysłu (zakładając, że istnieje coś poza wrażeniami wewnątrz mego umysłu[citation needed]), co lubię czynić i dlatego spędzam samotnie nietrzeźwe wieczory tak, jak je spędzam.

poniedziałek, 06 czerwca 2016, nieuczesany23
Tagi: moje nałogi

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Obserwatorium Katastrof, *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl
2016/08/31 21:16:07
Kolega, dziennikarz prasy katolickiej, wracał był z Meksyku, gdzie obserwował papieską pielgrzymkę. Przywiózł z drogi butelkę tequili. Przesiedzieliśmy przy niej pół nocy. Minęło półtora roku i znów mnie odwiedził. Skończyliśmy ją ze smakiem.
Po skoszeniu trawnika piwo wypijam duszkiem. Pozdrawiam.

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA