RSS
piątek, 01 czerwca 2018

Fascynacja Kosmosem trwa. "Patrz", powiedział do siostry Rozczochrany (l. 5), "ta chmura wygląda jak Wielka Czerwona Plama na Jowiszu!".

W czasie podróży autem do miasta:
Rozczochrana (l.7): - Mam chorobę lokomocyjną.
Rozczochrany (l.5): - A ja mam chorobę spalinową. Bo w mieście są spaliny.

Wyjechaliśmy zeszłego lata na parę dni na wakacje z Nieuczesaną i samą Rozczochraną, bo Rozczochrany nie był zainteresowany. Gdy dniu naszego powrotu babcia mu przekazała, że za parę godzin wracamy, Rozczochrany jej odpowiedział: - Przynajmniej sobie odpocząłem.

Tak jak T-shirt zwany jest "krótkim rękawkiem", tak krótkie spodenki przez Rozczochranego nazwane zostały "krótkimi nogawkami".

Czasem jak znajduję porzucone i zapomniane przez dzieci zabawki, mam ochotę je im gdzieś schować w ramach nauczki. Niestety, by nauczka zadziała musiałbym pamiętać, gdzie je schowałem.

Rozczochrany przyszedł rano i powiedział, że w nocy śnił mu się koszmar. "Babcia uczyła mnie robić na drutach - i to trwało tyyyle czasu!..."

Pojechaliśmy zimą do miasta. Idąc jedną z głównych ulic Rozczochrany zakaszlał, po czym rzekł: "Spalina mi wpadła do żołądka".

Jak przeciętny rodzic mówi, że oswaja swe dzieci z klasyką muzyki, znaczy to, że puszcza im jakiegoś Bacha czy Mozarta (fuj) albo - bardziej współcześnie - jakiegoś Grechutę czy inną Wandę i Bandę.
Jak mówię tak ja, to znaczy, że puszczam swym dzieciom Zacier i AC/DC.
(Ostatnio nieco rozszerzyłem ten klasyczny repertuar i udało mi się sprawić, że nową ulubioną piosenką o Marsie Kacpra, wielkiego fana obiektów Układu Słonecznego, jest "Mars napada" Kultu.)

"Masz nos jak wiedźma", powiedział mi pewnego dnia Rozczochrany, po czym zdał sobie sprawę, że płać się nie zgadza i się szybo poprawił: "...jak wiedźmin".

"Ja długo śpię, bo mam długie sny", powiedziała pewnego poranka Rozczochrana, po czym dopowiedziała:" To dlatego, że mają reklamy. Najbardziej nie lubię tej o odkurzaczach i tej z piosenką [i tu nastąpiła prezentacja wokalna]."

23:34, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 stycznia 2018

Byłem kiedyś grafikiem komputerowym. Nie byłem przesadnie dobry, ale narysowałem ze dwa obrazki, które mnie samemu wydały się niezłe, a na konkursie na jedynym copy-party, na jakim byłem, zająłem ostatnie miejsce przegrywając o ledwie jeden punkt z rysunkiem pokracznego wilkołaka w spodniach. Poczułem się wtedy spełniony i na tym poprzestałem i od tamtej pory jestem emerytowanym grafikiem komputerowym.

Byłem kiedyś poetą. Nie byłem przesadnie dobry, ale w czasach raczkującego Internetu dostałem ze dwa maile z pytaniem o możliwość wydrukowania wierszy w gazetkach szkolnych, a parę lat później znalazłem w sieci cały cykl mych wierszy biologicznych podpisanych nazwiskiem jakiejś uczennicy z klasy II A. Poczułem się wtedy spełniony i na tym poprzestałem i od tamtej pory noszę dumne miano emerytowanego poety.

Byłem kiedyś tancerzem[citation needed]. Nie byłem przesadnie dobry (trudno być, jak się pierwszy kontakt z tańcem ma w wieku 21 lat), ale na warunki polskie i w tej niszy, którą w tańcu sobie znalazłem, byłem wystarczająco dobry. Wygrałem (zespołowo) ze dwa ogólnopolskie konkursy, na jednym z nich z nich zdobywając też nagrodę indywidualną. Poczułem się wtedy spełniony i na tym poprzestałem i od tamtej pory jestem emerytowanym tancerzem.

Jestem sobie blogerem. Nie jestem przesadnie dobry, o czym najlepiej zaświadcza fakt, że osoby czytające regularnie me wpisy da się policzyć pewnie na palcach jednej ręki, osoby klikające w zawarte w nich linki będące miejscami ważnymi częściami wpisów da się policzyć pewnie na kciukach drwala mającego problem z alkoholem, a odzew na nie jest nad wyraz mizerny (stosunek ilości wpisów do ilości komentarzy do nich wynosi 10:1 i do tego spora część tych komentarzy jest sprzed c.a. dekady, kiedy to Niemałemu jeszcze się chciało coś skomentować). Ale przedwczorajszy wpis noworoczny był równo dwutysięcznym, jakie zamieściłem na swych blogach i zaczynam się zastanawiać, czy nie czuję się już spełniony jako bloger. Fraza "emerytowany bloger" zaczyna brzmieć w mej głowie całkiem kusząco...

08:10, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 grudnia 2017

Przez wiele lat cieszyłem się doskonałym słuchem. Bez trudu słyszałem rzeczy, których nie słyszeli inni: kroki na klatce schodowej, szczekanie psa trzy piętra dalej, rozmowę pod balkonem, etc. Filmy oglądałem na słuchawkach wyciszonych do poziomu "jeden klik ponad zerem" i ustawieniach głośności systemu operacyjnego na ćwierć mocy - a na telewizorze gdzieś między drugą (ciut za cicho w scenach dialogów) i trzecią (za głośno w scenach akcji) z kilkudziesięciu kresek skali.

Pół roku temu na skutek pracy (i najwyraźniej niepoprawnej postawy podczas pracy z młotowiertarką) najwyraźniej częściowo uszkodziłem sobie słuch w lewym uchu. Od tamtej pory wciąż uczę się echolokacji na nowo i czuję ten niedosłuch. Parę tygodni temu w ramach buntu Rozczochrana wrzasnęła mi do prawego ucha tonem o nad wyraz wysokiej częstotliwości, jaką osiągnąć mogą tylko dzieci i kastraci. Przez parę godzin słyszałem mniej więcej równo na oba uszy, przez parę kolejnych dni wciąż słyszałem w nim echa tego krzyku, a teraz się zastanawiam - nie mając możliwości dobrego obiektu do porównania - czy przypadkiem i w nim słuch nie uległ mi pogorszeniu.

10:33, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 listopada 2017

Mój portfel jest gruby tylko dzięki wypychającym go kartom kredytowym, w większości do cna wyczerpanym.

13:40, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 października 2017

Wygląda na to, że moja grafomania* ma swoją pojemność. Nie widać tego po wpisach na blogach, bo rzadko one ją przekraczają, ale gdy zdarza mi się pisać dłuższe formy (a czasem zdarza; oczywiście nie zdarza mi się ich nigdy dokończyć), to jednego wieczora "wypisuję się" po około siedmiuset do tysiąca słów. Mogę też "wypisać się" szybciej, krótszą lecz pełną blogonotką na jeden dany temat, ale gdy nie ma mogę tego wyczerpania grafomańskich zapędów podkreślić zwieńczeniem, potrzeba właśnie tyle.

Ciekawe, czy da się to wytrenować, czy też nie. Tym bardziej, że tendencja jest raczej spadkowa (pięć czy siedem lat temu było mi bliżej tysiąca słów dziennie, teraz – jedynie do siedmiuset). Podejrzewam też, że i każde napisane tu teraz słowo jest kolejną cegiełką zasypującą ten rów.

* - grafomania lub hipergrafia. Różnica między tymi terminami nie jest chyba jakoś ściśle określona, na własny tymczasowy użytek uznałbym jednak, że hipergrafia jest raczej potrzebą zapełniania kartki znakami graficznymi, w tym literami lub nawet słowami, podczas gdy grafomanią, czyli moją przypadłość, określiłbym potrzebę pisania rzeczy z fabułą lub przynajmniej sensem. Nie uzyskam poczucia spełnienia zapisując w zeszycie dwa tysiące niepowiązanych słów słów czy zapełniając cały blok rysunkowy gryzmołkami, ale da mi to poczucie spełnienia kilka akapitów prozy (a kiedyś: wiersz) czy posiadający treść i strukturę wpis na bloga.

14:27, nieuczesany23
Link Komentarze (1) »
wtorek, 05 września 2017

Jak pokazują ostatnie doświadczenia, mój naturalny rytm życia kształtuje się następująco:

- gdy mam możliwość rano dłużej pospać, to jestem typową "nocną sową" (czy też raczej, w rozszerzonej klasyfikacji, "wilkiem"): najchętniej spałbym do 9:30 (lub nawet 11:30, gdy bardziej zarwę poprzednią noc), umysłowo szczyt moich możliwości i chęci osiągam po 21 i mam problem, by położyć się spać przed 1:30; jedynym odstępstwem od stereotypu jest być może to, że choć lubię siedzieć długo wieczorem, nad wyraz rzadko siedzę dłużej niż do 3:30 i praktycznie nigdy dłużej niż do 4:15 - potem niezależnie od długości wcześniejszego snu i ilości wypitych herbat odczuwam potrzebę położenia się spać; podobnie, gdybym miał nocą prowadzić pojazd mechaniczny, zjechałbym na parking po 2:00, maksymalnie po 2:30, czując się niepewnie po tej godzinie w kwestii mojego skupienia uwagi w rozpędzonej do zabójczej prędkości kilkusetkilogramowej metalowej klatce na kółkach;

- gdy muszę rano wstawać, zamiast kłaść się wieczorem wcześniej spać wolę robić sobie drzemki w ciągu dnia; zwykle wystarcza półtoragodzinna, ale działa nawet kwadrans snu, a czasem budzę się dopiero po godzinach trzech; pora rozpoczęcia dziennej drzemki w ciągu mego życia była różna, ale zależało to raczej od warunków zewnętrznych niż mojej woli, więc trudno powiedzieć, jaka byłaby dla mnie najbardziej naturalna: w liceum kładłem się spać po obiedzie, koło 17; w pracy na etat w miarę możliwości rozkładałem łóżko polowe na kwadrans koło 13-13:30, poza tym drzemiąc często w kolejce po pracy i zjedzonym na mieście lekkim posiłku koło 16:30; ostatnio mając możliwość kłaść się zacząłem po pracy, koło 17-tej; a w wolne od pracy dni od lat drzemię czasami przed lub po obiedzie; zakładam, że to genetyczne - mój ojciec od lat robi sobie poobiednią półtoragodzinną drzemkę, a gdy w taką samą zapadał mały Rozczochrany, czułem się całkowicie rozgrzeszony z popołudniowej sjesty; jedynie gdy mam dzień wolny, kładę się nierzadko od razu po odwiezieniu dzieci do szkoły, jeszcze przed śniadaniem; dzięki tym drzemkom mogę dłużej siedzieć wieczorem, nawet wiedząc, że następnego dnia znów czeka mnie pobudka o 6:30.

16:06, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 sierpnia 2017

Moje tegoroczne wakacyjne wyjazdy do Gdańska - miasta, w którym studiowałem i w którym przez mendel lat bywałem co najmniej trzy razy w tygodniu, poznając dobrze większość dzielnic - sponsorowała fraza: "Ej, tego tu wcześniej nie było!".

<<prev   next>>

23:32, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 lipca 2017

Nie mogę się doczekać, kiedy współczesnej technologii uda się wreszcie z sukcesem połączyć układy elektroniczne z tkanką biologiczną i wprowadzić taką hybrydę do powszechnej sprzedaży.

Głównie dlatego, że wtedy będę mógł wkurzający mnie fatalnym działaniem telefon komórkowy kłuć szpilką wiedząc, że ten skurwlak będzie odczuwał wtedy ból.

14:00, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 lipca 2017

"Jeżeli kiedykolwiek wydam jakikolwiek tomik wierszy, zadedykuję go następująco:

Sobie
Jej
Jemu
Im
i Tobie też

po czym nastąpi cytat z Sherlocka Holmesa: ‘Jak do tego doszedłem, mój drogi Sherlocku? To elefantarne, mój drogi Watsonie. Po prostu drogą dedykacji.’ " [lipiec 1997]

piątek, 07 lipca 2017

["Moje nawyki odzieżowe", SOBOTA, 07 LIPCA 2007, 11:27]

Minęło dziesięć lat i niewiele się zmieniło. Choć z drugiej strony - zastanawia mnie moja ówczesna rozrzutność - miałem wtedy aż trzy pary butów na lato.

moje buty

Buty na tegoroczny sezon letni kupiłem sobie w połowie marca. Od dnia zakupu służą mi za kapcie. Od początku maja służą mi za buty wyjściowe, a także (gdy skończyły się deszcze) za buty robocze. Na jedyną w tym czasie imprezę, która mogłaby wymagać bardziej eleganckiego stroju, a która zdarzyła się w końcówce maja, też je ubrałem, bo jeszcze nie były aż tak brudne (choć gwoli ścisłości dodam, że przez parę chwil rozważałem wtedy kupno kolejnej pary). Zanim na początku sierpnia zdarzy mi się kolejna taka okazja kupię nowe, możliwie identyczne, buty. Ta akurat pewnie zdążą się do tego czas rozpaść, zważywszy na ich obecne sfatygowanie.

Właściwie nie jestem moim ówczesnym obuwniczym zbytkiem zdziwiony. Byłem wtedy singlem (a przynajmniej (umiarkowanie) starym kawalerem), potrzebowałem więc jednej pary czystych butów, by na ewentualnych imprezach swą abnegacją nie odstraszać potencjalnych partnerek. Teraz jestem szczęśliwie żonaty i na szczęście nie muszę się takimi głupotami już przejmować.

PS. Dżinsów też mam jedną parę, w której zresztą na początku maja zaczęła się robić dziura na prawym kolanie. T-shirt'ów mam więcej niż zważywszy na długość polskiego lata zdążam w ciągu roku zaprezentować postronnym, ale ostatnio skonstatowałem, że niedługo minie 11 lat odkąd kupiłem ten, który uznaję za najbardziej "wyjściowy" (te 11 lat nie jest jakimś oszałamiającym wiekiem dla mych koszulek - wciąż noszę T-shirt, który dostałem na Gwiazdkę w '92 roku). To nie jest więc tak, że moje nawyki odzieżowe kończą się na wysokości kostek.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA