RSS
sobota, 19 sierpnia 2017

Moje tegoroczne wakacyjne wyjazdy do Gdańska - miasta, w którym studiowałem i w którym przez mendel lat bywałem co najmniej trzy razy w tygodniu, poznając dobrze większość dzielnic - sponsorowała fraza: "Ej, tego tu wcześniej nie było!".

<<prev   next>>

23:32, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 lipca 2017

Nie mogę się doczekać, kiedy współczesnej technologii uda się wreszcie z sukcesem połączyć układy elektroniczne z tkanką biologiczną i wprowadzić taką hybrydę do powszechnej sprzedaży.

Głównie dlatego, że wtedy będę mógł wkurzający mnie fatalnym działaniem telefon komórkowy kłuć szpilką wiedząc, że ten skurwlak będzie odczuwał wtedy ból.

14:00, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 lipca 2017

"Jeżeli kiedykolwiek wydam jakikolwiek tomik wierszy, zadedykuję go następująco:

Sobie
Jej
Jemu
Im
i Tobie też

po czym nastąpi cytat z Sherlocka Holmesa: ‘Jak do tego doszedłem, mój drogi Sherlocku? To elefantarne, mój drogi Watsonie. Po prostu drogą dedykacji.’ " [lipiec 1997]

piątek, 07 lipca 2017

["Moje nawyki odzieżowe", SOBOTA, 07 LIPCA 2007, 11:27]

Minęło dziesięć lat i niewiele się zmieniło. Choć z drugiej strony - zastanawia mnie moja ówczesna rozrzutność - miałem wtedy aż trzy pary butów na lato.

moje buty

Buty na tegoroczny sezon letni kupiłem sobie w połowie marca. Od dnia zakupu służą mi za kapcie. Od początku maja służą mi za buty wyjściowe, a także (gdy skończyły się deszcze) za buty robocze. Na jedyną w tym czasie imprezę, która mogłaby wymagać bardziej eleganckiego stroju, a która zdarzyła się w końcówce maja, też je ubrałem, bo jeszcze nie były aż tak brudne (choć gwoli ścisłości dodam, że przez parę chwil rozważałem wtedy kupno kolejnej pary). Zanim na początku sierpnia zdarzy mi się kolejna taka okazja kupię nowe, możliwie identyczne, buty. Ta akurat pewnie zdążą się do tego czas rozpaść, zważywszy na ich obecne sfatygowanie.

Właściwie nie jestem moim ówczesnym obuwniczym zbytkiem zdziwiony. Byłem wtedy singlem (a przynajmniej (umiarkowanie) starym kawalerem), potrzebowałem więc jednej pary czystych butów, by na ewentualnych imprezach swą abnegacją nie odstraszać potencjalnych partnerek. Teraz jestem szczęśliwie żonaty i na szczęście nie muszę się takimi głupotami już przejmować.

PS. Dżinsów też mam jedną parę, w której zresztą na początku maja zaczęła się robić dziura na prawym kolanie. T-shirt'ów mam więcej niż zważywszy na długość polskiego lata zdążam w ciągu roku zaprezentować postronnym, ale ostatnio skonstatowałem, że niedługo minie 11 lat odkąd kupiłem ten, który uznaję za najbardziej "wyjściowy" (te 11 lat nie jest jakimś oszałamiającym wiekiem dla mych koszulek - wciąż noszę T-shirt, który dostałem na Gwiazdkę w '92 roku). To nie jest więc tak, że moje nawyki odzieżowe kończą się na wysokości kostek.

czwartek, 06 lipca 2017

W ciągu ostatniego roku mieszkałem mniej więcej po równo w trzech różnych miejscach w trzech różnych środowiskach (a w każdym z nich przenosiłem między pokojami miejsce do spania, a w większości też miejsce do działania). W tym czasie regularnie prowadziłem trzy różne samochody trzech różnych producentów (a do tego sporadycznie dwa inne). Porozumiewałem się też nagminnie w trzech różnych językach. Nawet te słowa piszę dwiema różnymi rękami.

Nic więc dziwnego, że czuję się nieco wewnętrznie rozbity. Wakacyjny urlop może być dobrym momentem na to, by się samemu zespolić.

20:01, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 lipca 2017

Ostatni rok mojej pracy sprawił, że różnica między mną a większością innych pracujących osób jest taka, że ja na urlop (bądź wakacje) przyjeżdżam do domu, podczas gdy wszyscy inni go wtedy w miarę możliwości opuszczają.

Tagi: moja praca
12:08, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 czerwca 2017

"Narkotyki – lub przesadna wiedza, lub zbytnia inteligencja – sprawiły, że zamiast „chcieć” – „wiem”. Wiem, jak osiągnąć jakiś cel, co zrobić, by się spełnił – ale właśnie dlatego, że wiem, że to spełnienie będzie efektem moich akcji, to się zaczynam zastanawiać, czy są to najlepsze akcje, które można wykonać. I w żaden sposób ta wiedza nie przekłada się na chęć zrobienia czegoś. W mym odczuciu lepiej próbować poznać większy zasób tej wiedzy, a nie tracić czas na wprowadzanie jej w praktykę. Gdzieś przekroczyłem punkt graniczny zdrowego rozsądku w tej pogoni za teorią. Muszę to wypośrodkować, znaleźć złoty środek (kiedyś była to fraza, która mnie opętała, teraz niemal udaje mi się to ignorować) – niekonieczny dobrze określony, byle w granicach owego rozsądku. Bo inaczej się zasklepiam i zacznę pewnym momencie tego żałować (właściwie już zaczynam)." [23/04/07]

piątek, 23 czerwca 2017

Moje dzieci boją się czarnej Wołgi. Jeżeli to nie jest wychowywanie zgodnie z polską tradycją, to nie wiem, co mogło by być.

18:38, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 czerwca 2017

Rozczochrana wymyśliła grę. "Dla dzieci jest to za trudne, dla dorosłych jest to za trudne i dlatego tylko sześciolatki w to grają".

Rozmowa z Rozczochranym rankiem, gdy wybieramy się do przedszkola: "- Nie idę, bo nie mogę znaleźć mojej ulubionej zabawki. - A jaka jest dziś Twoja ulubiona zabawka? - Nie wiem."

Ponad rok temu czteroletni Rozczochrany "załapał fazę" na rekiny. Być może są rodzice, którzy powiedzą "O, moje dziecko też!", ale wątpię, by ich dzieci prosiły ich o bajkę na dobranocy "jak rekin zjadł wszystkie ryby i dwa człowieki". Zapewne też nie oglądają z dzieckiem dziesiątek programów dokumentalnych o tych morskich drapieżnikach.

Czteroipółletni Rozczochrany zagłębił się dalej w te hobby i zauroczył się w megalodonie. Jego ulubionym filmikiem na Youtube przez długie tygodnie był ten o tytule "Megalodon found? Sharks attack and kill, top stories compilation". Chciał go oglądać codziennie i strasznie protestował, gdy zakrywałem mu oczy podczas ujęć dokumentalnych o resztkach ludzkich znalezionych w brzuchu rekina i scenie, gdy pogryziony przez rekina gość w czasie pakowania do karetki kręci komórką filmik pokazujący jego rany.

Co ciekawe, choć sceny, gdy rekin zjadał lub nadgryzał człowieka nie robiły na nim wrażenia lub nawet go nieco bawiły, wybuchał płaczem na widok rekinów złowionych przez ludzi. Nie wiem jeszcze, czy ta niewielka identyfikacja z gatunkiem ludzkim to etap rozwoju, czy już raczej cecha charakteru, którą mógł po mnie odziedziczyć.

W związku z tym zainteresowaniem chciałeem oswoić go z piosenkami o rekinach. Niestety, "Shark Attack" Wehrmachtu i "Fast as a shark" Accept nie zyskały jego uznania, bo za mało było w teledyskach rekinów. Za to bardzo przypadł mu do gustu "Rasta Shark".

W procesie wychowywania dzieci zostawiamy im sporo wolnego czasu, by mogła się uzewnętrznić ich dziecięca kreatywność. I bardzo nas cieszą jej przejawy, nawet gdy czasem jest to "walka pupami", odbywająca się bladym rankiem na łóżku, na którym staram się jeszcze spać. Owa "walka" okazała się być bardzo ekwilibrystyczną formą sumo uprawianą ze ściągniętymi majtkami lub spodniami od piżamy.

Matematyka w wykonaniu 4,5-letniego Rozczochranego: "Trzy to jest trochę dużo, a trochę mało".

Uwielbiam dziecięce neologizmy: "Ja będę szyciarką", powiedziała raz Rozczochrana, po czym spytała Rozczochranego: "A tu chcesz być szyciarzem?", mając na myśli zawód krawca.

Jak te dzieci szybko dorastają! Rozczochrana po raz pierwszy powiedziała nam, że chce się od nas wyprowadzić (bo kazaliśmy jej posprzątać pokój) jeszcze przed swymi siódmymi urodzinami.

Jedziemy autem. Rozczochrany, jak to miewa w zwyczaju, zaczął płakać. Rozczochrana na to: "Skończyła się cisza, zaczął się wielki hałas".

Rozczochrany zaczął mówić do mnie per "mordeczko" ("Narysuj mi rekina rafowego, mordeczko"). Pytam się więc go:
- Dlaczego mówisz do mnie "mordeczko"?
- Bo jesteś moim ukochanym człowieczkiem, mordeczko.

Kilka miesięcy temu u obu dzieci zaczęło się zainteresowanie Układem Słonecznym. Piosenki o planetach (i po angielsku i po polsku) lecą z głośników codziennie, a dzieci są na astronomiczną wiedzę nad wyraz łase, więc lecą też programy dokumentalne, a w ich pokoju piętrzą się książki z obrazkami planet. Powiedziałbym, że znają pięć planet karłowatych i wiedzą, która jest ich ulubiona (Rozczochranej - Eris, Rozczochranego - najpierw Makemake, potem Haumea) w wieku, w którym ja myślałem, że Pluton jest planetą - ale w wieku lat pięciu nic nie wiedziałem o Plutonie; w wieku lat siedmiu raczej też jeszcze nie. Powiedzieć zaś mogę, że lepiej odróżniają księżyce Saturna i Jowisza ode mnie.

Zrozumiałem, jak bardzo po swojemu wychowuję dzieci, gdy Rozczochrana, w ferworze pytań sprawdzających mą wiedzę (to kolejny, dygresyjny plus: wątpliwości w autorytet rodziców godny nastolatki osiągnęła dwukrotnie szybciej), zadała mi pytanie, co się mówi, gdy ktoś beknie. "Nie wiem. Może 'Smacznego!'?", spróbowałem odpowiedzieć, na co usłyszałem stanowcze "Tato, nie żartuj! Mówi się 'Na zdrowie!'.". Kiwnąłem głową ze zrozumieniem, a że byłem nieco zmęczony pół sekundy zajęło mi zorientowanie się, że nikt tak poza mną nie mówi i takiej też odpowiedzi używam zawsze, gdy bekają dzieci. Cóż, czeka je przynajmniej jedna niezręczna towarzysko sytuacja, gdy dorosną...

17:01, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 maja 2017

W pracy całymi dniami rozmawiam po niemiecku z klientami, po angielsku z przełożonymi i po polsku ze współpracownikiem.

Chcąc od tej pracy odpocząć zacząłem wieczorami oglądać "Siedemnaście mgnień wiosny" po radziecku.

22:20, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA