Wpisy z tagiem: moje dzieci

czwartek, 01 czerwca 2017

Rozczochrana wymyśliła grę. "Dla dzieci jest to za trudne, dla dorosłych jest to za trudne i dlatego tylko sześciolatki w to grają".

Rozmowa z Rozczochranym rankiem, gdy wybieramy się do przedszkola: "- Nie idę, bo nie mogę znaleźć mojej ulubionej zabawki. - A jaka jest dziś Twoja ulubiona zabawka? - Nie wiem."

Ponad rok temu czteroletni Rozczochrany "załapał fazę" na rekiny. Być może są rodzice, którzy powiedzą "O, moje dziecko też!", ale wątpię, by ich dzieci prosiły ich o bajkę na dobranocy "jak rekin zjadł wszystkie ryby i dwa człowieki". Zapewne też nie oglądają z dzieckiem dziesiątek programów dokumentalnych o tych morskich drapieżnikach.

Czteroipółletni Rozczochrany zagłębił się dalej w te hobby i zauroczył się w megalodonie. Jego ulubionym filmikiem na Youtube przez długie tygodnie był ten o tytule "Megalodon found? Sharks attack and kill, top stories compilation". Chciał go oglądać codziennie i strasznie protestował, gdy zakrywałem mu oczy podczas ujęć dokumentalnych o resztkach ludzkich znalezionych w brzuchu rekina i scenie, gdy pogryziony przez rekina gość w czasie pakowania do karetki kręci komórką filmik pokazujący jego rany.

Co ciekawe, choć sceny, gdy rekin zjadał lub nadgryzał człowieka nie robiły na nim wrażenia lub nawet go nieco bawiły, wybuchał płaczem na widok rekinów złowionych przez ludzi. Nie wiem jeszcze, czy ta niewielka identyfikacja z gatunkiem ludzkim to etap rozwoju, czy już raczej cecha charakteru, którą mógł po mnie odziedziczyć.

W związku z tym zainteresowaniem chciałeem oswoić go z piosenkami o rekinach. Niestety, "Shark Attack" Wehrmachtu i "Fast as a shark" Accept nie zyskały jego uznania, bo za mało było w teledyskach rekinów. Za to bardzo przypadł mu do gustu "Rasta Shark".

W procesie wychowywania dzieci zostawiamy im sporo wolnego czasu, by mogła się uzewnętrznić ich dziecięca kreatywność. I bardzo nas cieszą jej przejawy, nawet gdy czasem jest to "walka pupami", odbywająca się bladym rankiem na łóżku, na którym staram się jeszcze spać. Owa "walka" okazała się być bardzo ekwilibrystyczną formą sumo uprawianą ze ściągniętymi majtkami lub spodniami od piżamy.

Matematyka w wykonaniu 4,5-letniego Rozczochranego: "Trzy to jest trochę dużo, a trochę mało".

Uwielbiam dziecięce neologizmy: "Ja będę szyciarką", powiedziała raz Rozczochrana, po czym spytała Rozczochranego: "A tu chcesz być szyciarzem?", mając na myśli zawód krawca.

Jak te dzieci szybko dorastają! Rozczochrana po raz pierwszy powiedziała nam, że chce się od nas wyprowadzić (bo kazaliśmy jej posprzątać pokój) jeszcze przed swymi siódmymi urodzinami.

Jedziemy autem. Rozczochrany, jak to miewa w zwyczaju, zaczął płakać. Rozczochrana na to: "Skończyła się cisza, zaczął się wielki hałas".

Rozczochrany zaczął mówić do mnie per "mordeczko" ("Narysuj mi rekina rafowego, mordeczko"). Pytam się więc go:
- Dlaczego mówisz do mnie "mordeczko"?
- Bo jesteś moim ukochanym człowieczkiem, mordeczko.

Kilka miesięcy temu u obu dzieci zaczęło się zainteresowanie Układem Słonecznym. Piosenki o planetach (i po angielsku i po polsku) lecą z głośników codziennie, a dzieci są na astronomiczną wiedzę nad wyraz łase, więc lecą też programy dokumentalne, a w ich pokoju piętrzą się książki z obrazkami planet. Powiedziałbym, że znają pięć planet karłowatych i wiedzą, która jest ich ulubiona (Rozczochranej - Eris, Rozczochranego - najpierw Makemake, potem Haumea) w wieku, w którym ja myślałem, że Pluton jest planetą - ale w wieku lat pięciu nic nie wiedziałem o Plutonie; w wieku lat siedmiu raczej też jeszcze nie. Powiedzieć zaś mogę, że lepiej odróżniają księżyce Saturna i Jowisza ode mnie.

Zrozumiałem, jak bardzo po swojemu wychowuję dzieci, gdy Rozczochrana, w ferworze pytań sprawdzających mą wiedzę (to kolejny, dygresyjny plus: wątpliwości w autorytet rodziców godny nastolatki osiągnęła dwukrotnie szybciej), zadała mi pytanie, co się mówi, gdy ktoś beknie. "Nie wiem. Może 'Smacznego!'?", spróbowałem odpowiedzieć, na co usłyszałem stanowcze "Tato, nie żartuj! Mówi się 'Na zdrowie!'.". Kiwnąłem głową ze zrozumieniem, a że byłem nieco zmęczony pół sekundy zajęło mi zorientowanie się, że nikt tak poza mną nie mówi i takiej też odpowiedzi używam zawsze, gdy bekają dzieci. Cóż, czeka je przynajmniej jedna niezręczna towarzysko sytuacja, gdy dorosną...

17:01, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 czerwca 2016

Nareszcie! Nareszcie Rozczochrana dotarła do - tak ponoć drażniącego rodziców - etapu zadawania pytań "Dlaczego?". Dzięki temu zamiast opowiadać jej wieczorem bajki, mogę wreszcie zacząć jej tłumaczyć jak działa świat.
Zaczęło się od pytania "Dlaczego jest noc?" i po ciągu kilkunastu pytań "Dlaczego?" Rozczochrana wymiękła po odpowiedzi "Bo moment pędu nie wytraca się w próżni". Szkoda, bo już chciałem zacząć tłumaczyć jej zasadę zachowania momentu pędu - akurat pod ręką miałem tablicę, jakaś kreda też by się znalazła. Może jeszcze będzie wytrwalsza...

Raz za razem Rozczochrana udowadnia, że jest dzieckiem iście nie z tego świata. Zaczęło się już przy urodzeniu, gdy w przeciwieństwie do zwykłej reakcji nie zaczęła płakać, tylko w milczeniu z ciekawością chłonęła bodźce z nowego otoczenia. Jesienią, jako pięcioipółlatka, wbrew wszystkim czytanym przeze mnie podręcznikom rozwoju dziecka, które mówią, że dzieci chłoną nowe smaki do trzeciego roku życia, a potem się "zamykają" i jedzą tylko to, co znają do okresu dojrzewania, zaczęła próbować nowych smaków i potraw. A niewiele później, gdy nadszedł czas na pierwszy stały ząb, wpierw jej on wyrósł, a dopiero, gdy znaleźliśmy w jej paszczęce dwie dolne lewe jedynki jedna za drugą, jej pierwszy ząb mleczny wyjęła jej ciotka dentystka, bo sam wypadać ani myślał. Drugi zresztą tak samo. Kolejne dwa zaś wybił jej Rozczochrany.

Z cyklu "genderowe mądrości Rozczochranej": "Tato, tato, kup mi syrenę, żebym mogła mieć całą rodzinę: mamę, córkę i starszą córkę!".

Zastanawiam się, jak będzie wyglądał jego bunt nastolatka, skoro Rozczochrany już w wieku trzech i pół roku zwykł mi odrzekać "Chyba cię pogięło".

Gdy rodzinnie poszliśmy na basen, Rozczochrana bardzo szybko nauczyła się pływać pieskiem. Rozczochrany, dla odmiany, przejawił nad wyraz kocie podejście do pływania.

Zdanie "Zjedz babeczkę, a wtedy dopiero dostaniesz tabletkę" pokazuje, że mamy z Nieuczesaną wręcz przeciwne do standardowego podejście do dawania dzieciom leków.

Jakże fantastyczne potrafią być dziecięce neologizmy! Wśród nich popularnością największą cieszą się: "wyścigować" i "Madżungla" (Mahjong).

Gramatyka ich języka też jest fantastyczna. Kiedyś chciałem napisać automatyczny generator poezji "HOMER" i na potrzebę tego projektu starałem się opisać reguły tyczące tworzenia różnych form czasowników. Gdy je opisałem i chciałem przetestować, wyszło mi, że zamiast "poszedłem" powinno się mówiąc "naidziałem" ("na-" przedrostek oznaczający formę dokonaną; "idzie" - trzecia osoba liczby pojedynczej czasu teraźniejszego; "-ałem" - końcówka odpowiednia dla pierwszej osoby liczby pojedynczej w czasie przeszłym). Najwyraźniej Rozczochańce tworzą sobie podobne systemy, bo już słyszałem z ich ust wersję "poidziałam/-em". Aż źle się czuję, gdy muszę ich poprawiać, bo choć mają logicznie rację, to społeczeństwo wybrało inaczej.

"Dobra pizza jest tylko z serem i kapustą". Gust kulinarny mego dziecka mnie przeraża.

Dzieci oglądają bajkę, w której kot wpada do jeziora i natychmiast z niego wyskakuje.
[Rozczochrana] - Koty strasznie nie lubią wody.
[Rozczochrany] - Tylko mleko.

Niemal czteroletni Rozczochrany widząc plakat z Batmanem i Kobietą-Kotem: "O, Batman i Batminka!".

Z cyklu "ja to mam szczwane dziecko": Rozczochrana wpadła na pomysł, by - cytuję - "zrobić numer Wróżce-Zębuszce". Jej szczwany plan polegał na tym, by wyciąć z dwóch kartek papieru kształt zęba, skleić ze sobą, włożyć wieczorem pod poduszkę, a potem spać z zamkniętą buzią, by Wróżka pomyślała, że to prawdziwy ząb i zostawiła pieniążek.
Jestem naprawdę zdumiony jej pomysłowością. I szczodrością, bo wycięła zęby także dla brata i rodziców, żebyśmy wszyscy zrobili numer wróżce. Podobnie zdumiona musiała być wróżka, bo w odpowiedzi zostawiła pod poduszką czekoladowe monety, co zostało skwitowane zdaniem uśmiechniętej Rozczochranej: "Chciałam zrobić numer Wróżce-Zębuszcze, a to ona zrobiła mi numer!".

Rozczochrany przejawia bardziej pragmatycznie podejście. Ostrzegany, by uważał i się nie przewracał, bo wybije sobie zęby, odpowiada radośnie: "Jak wybiję sobie wszystkie zęby, to dostanę wszystkie pieniądze!".

Sześcioletnia Rozczochrana stała się fanką serialu "Było sobie życie", a jej ulubiony odcinek dotyczy narodzin. Dzięki temu udało jej się zszokować swoją ciotkę, która pokazując jej kijanki w stawie nie spodziewała się usłyszeć od sześciolatki, że "wyglądają zupełnie jak plemniki". Konfuzja ciotki była jeszcze większa, gdy tłumacząc Rozczochranej, że kijanki w procesie rozwoju tracą ogony, usłyszała w odpowiedzi, że plemniki robią tak samo, gdy wejdą do jaja.

08:32, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 czerwca 2015

Są zdania, które każdego rodzica podrywają do biegu w mniej niż ćwierć sekundy. Takim zdaniem było na przykład usłyszane za ścianą głosem 4,5-letniej Rozczochranej pouczającej 2,5-letniego Rozczochranego: "Tylko ludzie mogą wkładać palce do kontaktu".

Przez chwilę czułem się jak mieszkaniec górnego paleolitu: na własne oczy obserwowałem eksplozję artystycznych chęci, która sprawiła, że na ścianach w mgnieniu oka pojawiło się mnóstwo przedstawień figuratywnych, przede wszystkim koni (a raczej kucyków) i ludzi.

"Tato! Tato! Trochę straciłam głos!", darła się raz przez parę minut Rozczochrana.

"Aniołki tak jak jaskółki mieszkają w stajenkach". Tym to zdaniem wprowadzałem w okolicy przesilenia zimowego Rozczochraną w świat lokalnego folkloru.

Rozczochrana twierdzi, że wszelka wiedza jest anamnezą. Choć nie użyła dokładnie tego słowa, a jedynie twierdziła, że pamięta, jak ubrać dopiero co przyniesioną do domu choinkę.

Prawie cztery lata czekaliśmy, aż Rozczochrana zacznie mówić pełnymi zdaniami. Teraz od ponad roku czekamy, aż przestanie.

Święto Jul Rozczochrany znów spędził w szpitalu z zapaleniem płuc. Panie pielęgniarki najwyraźniej zapamiętały go z zeszłego roku, bo dostał izolatkę.

Nie rozumiem szału na te całe "treningi z Ewą Chodakowską". Mnie zamiast nich wystarcza dwie godziny zabawy z nad wyraz nadaktywnymi fizycznie Rozczochrańcami.

Z Rozczochranego ani chybi w przyszłości będzie szafiarz. Już teraz daje się ubrać jedynie w czapkę z pociągiem lub samolotem, a majtki i rajstopki muszą mieć wzorek w auta, autobusy, traktory, statki, samoloty, helikoptery lub rakiety. Koszulka bez pojazdów mechanicznych jeszcze czasem ujdzie, a szalika, który żadnego emblematu ni wzoru nie ma, Rozchochraniec nijak nie daje sobie założyć.

Pewnego dnia na placu zabaw widząca przejeżdżający samochód Rozczochrana wyrzekła zdanie, którego nigdy nie spodziewałbym się usłyszeć w języku polskim: "To tylko policja".

Trochę wciąż nieprzyzwyczajony jestem do przegrywania utarczek słowno-intelektuanych (ang. battle of wits) z pięciolatką. Gdy Rozczochrana podłapała od koleżanki z przedszkola słowo "dupa" i co rusz je powtarzała, powiedziałem jej, by tak nie mówiła, bo to brzydkie słowo. W odpowiedzi usłyszałem: "Z brzydkiego kaczątka wyrósł piękny łabędź" i musiałem uznać się za pokonanego, nie mogąc znaleźć riposty na to stwierdzenie.

Rozczulający był ten etap rozwoju Rozczochrańca, w którym przychodził z rana i kładąc się do łóżka rodziców komunikował na wstępie: "Przepraszam, puściłem bączka".

Rozczochrana wykorzystuje mnie jako darmową siłę roboczą w zakresie rysowania obrazków: przychodzi z kartką, kredkami i żądaniem, co na kartce ma się znaleźć. Wysiłek mój oczywiście jest zawsze doceniony: ostatnio, gdy spędziłem dwa kwadranse na przerysowywaniu na kartkę Disney'owskiej Roszpunki ze wszystkimi detalami i pokazałem upragniony rysunek Rozczochranej, by wreszcie przestała co pół minuty się dopytywać o niego, ta skwitowała go natychmiast zdaniem: "A gdzie pałac?".

Rozczochrana, zanim wiedziała, jaką nazwę nosi miasto czy ulica, na której mieszka, wiedziała doskonale, że żyje na planecie.

(poprzednia edycja)

(jeszcze poprzednia edycja)

09:44, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 czerwca 2014

Rozczochrana weszła w etap pytania "Dlaczego?". W jej przypadku polega on na tym, że ciągnie za rękaw i krzyczy: "Idziemy! Idziemy!", a ja się pytam: "Ale dlaczego chcesz tam iść?".

Dzięki Rozczochrańcom czasem czuję się jak król. Dokładniej, jak dowolny król Francji przed Henrykiem III Walezym.

Przedszkole zmieniło sposób wysławiania się Rozczochranej - zamiast jak dotąd krzyczeć "Tato! Tato! Ciastko!" albo "Tato! Tato! Idziemy!" już po pierwszym dniu zaczęła krzyczeć "Tatuś! Tatuś! Ciastko!" i "Tatuś! Tatuś! Idziemy!".

Taka sytuacja: niedzielny poranek, ok. 8 rano. Leżę na łóżku starając się dojść do siebie po sobotniej libacji z Nieogolonym. Przybiega Rozczochrana, krzycząc "Tatuś! Tatuś! Odbijamy piłkę!". Całą siłę woli i energię przesyłam do jednej ręki, którą łapię i rzucam piłkę, podczas gdy reszta ciała bezwolnie leży dalej. Półtoraroczny Rozczochrany patrzy na tą zabawę piłką, galopuje do kuchni, przynosi stamtąd kartofla i rzuca mi nim w twarz. Ostatecznie na szczęście trafił w czoło, ale w czasie lotu kartofla było takie ćwierć sekundy, gdy bardzo szybko się rozbudziłem.

Ludzie chwalą się mądrymi i sprytnymi dziećmi, a ja nawet bym chciał, by Rozczochrany był nieco mniej sprytny. Na przykład na tyle, by nie umieć zdejmować sobie w nocy samemu pieluchy. Albo by nie wpaść na pomysł, by po zdjęciu tej pieluchy odwinąć kraniec materaca w swym łóżeczku i narobić pod niego, na greting, po czym ponownie ten materac położyć w zwykłej pozycji i położyć się spać (o tym, że coś jest nie tak, smród zawiadomił nas dopiero po paru godzinach...).

W czasie pobytu w szpitalu (akurat na święto Jul), Rozczochrany już pierwszego dnia nasikał koledze z pokoju do kapci.

Patrząc na to, jak często i z jaką wirtuozerią Rozczochrany rzuca się na ziemię z płaczem bez żadnego powodu, wróżę mu nie lada karierę we włoskiej reprezentacji piłkarskiej.

12:42, nieuczesany23
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 czerwca 2013

Rozczochrana, jak była mała, wyglądała nieco jak Kaczyński. Rozczochrany zaś w tym wieku wyglądał nieco jak pułkownik von Strohm z "Allo Allo".

Dzięki moim metodom wychowawczym, Rozczochrana widząc rysunek ośmiornicy mówi "Cthulhu".

Wychowując dzieci w źle rozumianym patriotyzmie, za każdym razem, gdy Rozczochrany płacze bez lub z błahego powodu, śpiewam mu na znaną stadionową melodię: "Nic się nie stało, Polaku, nic się nie stało...".

Rozczochrana liczy: - An, two, three, four, five, six, osiem, eight, nine, ten.

Po nastrzyknięciu radioaktywnym izotopem i napromieniowaniu, kolor oczu Rozczochranej zaczął się zmieniać z niebieskiego na zielony. Tylko czekać aż ryknie pewnego dnia: "HULK SMASH!"

Mój szczwany plan, by Rozczochrana nauczyła się czytać zanim nauczy się mówić, rozwija się doskonale. Gdy plan uda mi się przeprowadzić do końca, to kiedy dojdzie do etapu pytań "Dlaczego?", będę mógł spokojnie odsyłać ją do Wikipedii.

Jeśli będę kiedyś aplikował o pracę w małpiarni w ZOO, będę mógł spokojnie wpisać sobie w CV "wieloletnie doświadczenie na podobnym stanowisku".

21:45, nieuczesany23
Link Komentarze (1) »
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

  EVEN MORE OF ME:

  NIEUCZESANY
  MYŚLI NIEUCZESANEGO
  NIEUCZESANY CZYTA
  NIEUCZESANY OGLĄDA
  NIEUCZESANY SŁUCHA